 |
|
O przyjaˇni świnek morskich, Rogera i Fidela, z królikiem Natkiem.
Mój
króliczek Natek ma już 3 latka. Mieszka teraz z Fidelkiem, który jest
już jego drugim przyjacielem świniakiem. Pierwszym był Roger.
Roger pojawił się w życiu Natka, gdy pyszczek miał ponad pół roku. Świnka
zamieszkała w osobnej klatce i jako, że od początku była chora (przeziębienie,
rany na uszach) nie miały ze sobą kontaktu. Bałam się, żeby Natek się
od niej nie zaraził, a poza tym Roger był w sklepie bardzo ˇle traktowany,
króliki nie dopuszczały go do jedzenia i gryzły po uszach, i nie chciałam,
żeby bał się Natka.
Kiedy stan świniaka się poprawił, postanowiłam zapoznać je ze sobą. Natek
w tamtym okresie biegał po pokoju przez cały dzień, a w nocy był zamknięty.
I tak pewnego dnia wyjęłam Rogera z klatki i postawiłam na dywanie obok
kłapoucha. Powąchały się wzajemnie, a potem nagle Natek na świniaka chrumknął.
Wszyscy właściciele królików znają ten dˇwięk. Oznacza on pewne oburzenie
i niezadowolenie. Przestraszyłam się, że śwince może się coś stać i szybko
schowałam ją do klatki, a Natkowi delikatnie zwróciłam uwagę. Od tego
czasu za każdym razem, gdy czyściłam śwince klatkę wypuszczałam ją, żeby
sobie pobiegała w obecności Natka. Tylko za każdym razem pilnowały ją
dwie osoby. Ale Natek nigdy już nic nie chciał jej zrobić.
Po jakimś czasie Roger zaczął więc częściej wychodzić. Po opuszczeniu
klatki najpierw obchodził ją do dokoła i wyjadał sianko, które mu wypadło.
Potem okrążał klatuśkę króla i robił to samo. Restrykcyjnie pilnowałam,
żeby sobie nawzajem do klatek nie wchodzili. Każdy ma swoje terytorium.
Roger był strasznym łasuchem i gdy myłam zieleninę, okazywał się odważniejszy
od Natka, i wybiegał do przedpokoju. Jednak uczyłam go, że nie wolno opuszczać
pokoju. Natek nigdy nie wychodził, tak był przyzwyczajony ze względów
bezpieczeństwa.
Świniak był pocieszny i bardzo głośno kwiczał, jak tylko usłyszał dˇwięki
kojarzące się z jedzeniem. Wiąże się z tym pewna anegdota. Jak już pisałam
Natek był na noc zamykany, co mu się za bardzo nie podobało. Próbował
sforsować drzwiczki, co mu się udało pewnej nocy. Obudził mnie huk. Pyszczek
bowiem naparł na drzwiczki pupcią i udało mu się je otworzyć. Wyskoczyłam
z łóżka, żeby go złapać i zamknąć. Zaświeciłam światło i wtedy wyskoczyły
korki. Było ciemno, a ja nie wiedziałam co mam na tych korkach nacisnąć
i ponieważ są one niedaleko lodówki, poszłam ją otworzyć, żeby sobie trochę
oświetlić. W momencie jak otwarłam lodówkę świniak zaczął nieziemsko kwiczeć
domagając się jedzenia. I tak oto obudził wszystkich w środku nocy :-)
Zwierzaki się polubiły i bardzo mnie to cieszyło.
Niestety Rogerek był coraz bardziej chory. Zaatakowała
go grzybica. Cały wyłysiał. Leczyłam go długo. Tylko mi pozwalał się smarować,
odkażać, podawać leki. Weta bał się tak strasznie, że raz u niego zemdlał.
Wszyscy myśleli, że zarażę się grzybicą w dodatku zaraz przed ślubem,
ale nic mi nie było. Musiałam tylko zachować maksimum higieny. Strasznie
się cieszyłam, jak odrosło mu futerko.
Ale radość nie trwała długo. Przyplątała się alergia i związane z nią
ataki astmy i częste zapalenia górnych dróg oddechowych, w tym oskrzeli.
Prawie co tydzień byłam z nim u weta. Nieraz w czasie ataku wet przyjeżdżał
w nocy. Nawet w dzień przed ślubem musiałam jechać z nim na zastrzyk na
drugi koniec Krakowa, pomimo, że miałam urwanie głowy z przygotowaniami.
Potem była przeprowadzka. Chłopaki bali się na początku i nie wychodzili
z klatek. W końcu się przełamali. W tym czasie Rogerek nie za bardzo lubił
przebywać poza klatką i rzadko już wychodził, bo czuł się coraz gorzej.
Często łamał sobie zęby. Nie wiedzieliśmy czemu. Myśleliśmy, że może od
gryzienia prętów. Dostał zatem nową plastikową klatkę bez prętów. Nie
miała drzwiczek, ale skoro nie lubił wychodzić, to mu to nie przeszkadzało.
Kiedy go wyciągałam, to zwykle kładł się od razu obok Natka i zasypiał.
Nie miał ochoty biegać. Klatkę wykładałam mu specjalną ligniną. Zamawiałam
ją w postaci dużych płatów w aptece. Na trociny miał uczulenie. A jak
raz dostał drewniany domek, to wyłysiał i musieliśmy mu zabrać. Mąż zamówił
mu plastikowy. Bardzo się nim cieszył, ale kiedy miał coraz większe kłopoty
z oddychaniem, też nie mógł go mieć, bo by mu było w nim duszno. Rogerek
żył jeszcze parę miesięcy i w końcu od nas odszedł.
Natek był załamany. Leżał w miejscu, gdzie kiedyś
była klatka Rogerka. Nie chciał jeść i tak smutno patrzył. Bałam się o
niego i po tygodniu postanowiłam kupić nową świnkę. Pamiętam, że chodziłam
po sklepach w okolicy i szukałam świnki chłopca, bo tak sobie mój mąż
zażyczył. W końcu znalazłam pewną rozetkę. Zadzwoniłam do weta z pytaniem,
czy taką kupić. Chciałam mieć zdrową świnkę. Wet stanowczo odradzał tylko
kolejnego albinosa, a rozetkę uznał za odpowiednią. Powiedział, że to
bardzo żywotne świnki. Jego słowa się potem sprawdziły.
Po obiedzie mieliśmy z mężem iść po świniaka. Trzeba było wszystko kupić
nowe, bo po Rogerku klatkę z wyposażeniem wyrzuciliśmy. Wet tak doradził.
Trzeba dmuchać na zimne. Strasznie wtedy padało i choć sklep jest dwa
bloki dalej, pojechaliśmy samochodem, żeby świnki nie przeziębić. Zapakowali
ją do pudełka. W domu przygotowaliśmy jej klatkę i trzeba było ją do niej
przełożyć. Wydała mi się taka lekka jak piórko. Roger ważył prawie kilo,
a ta drobina może z 300 g.
Mąż wymyślił imię Fidel. I tak zostało. Nie chciałam się zgodzić na Rogera
2. Fidel miał apetyt i rósł w oczach. Trzymaliśmy go w klatce, ale chłopcy
się sobą żywo interesowali. Wąchali się przez pręty, a Natek często przebywał
koło świnkowej klatki.
Po jakimś czasie wypuściłam Fidelka na chwileczkę. Powąchali się z Natkiem
i Fidelek zaczął biegać jak szalony. Energia go po prostu rozpierała.
I tak wychodził sobie codziennie na chwileczkę. Cały czas biegał, a potem
zaczynał łazić krok w krok za Natkiem. Trochę się bałam, ale ponieważ
nic się nie działo Fidelek zaczął mieć otwartą klatkę cały dzień, a zamykany
był na noc, kiedy nie miałam kontroli, co chłopaki wyprawiają.
Fidel
szybko nauczył się wskakiwać i wyskakiwać zarówno do swojej, jak i niestety
do klatki Natka. Fidulec sikał gdzie popadnie, ale zawsze na panele. Kupki
zrozumiał, że robimy w klatce, ale nauczył się tego od Natka i tym sposobem
załatwiał się u niego. W sumie okazał się pojętną świnką, bo we wszystkim
Natka naśladował.
Roger i Natek nie wchodzili sobie nawzajem do klatek, a teraz zaczęło
się szaleństwo. I tak niestety na tej płaszczyˇnie całkowicie przegrałam.
Nawzajem sobie wyjadali, wypijali i robili kupki. Natek bezczelnie chodził
się załatwiać do Fidelka i niczym się nie przejmował. Fidulec sikał po
panelach i obok dywanu pojawiły się dodatkowe dywaniki z ikea, które łatwo
wyprać. Bobkują też oboje po dywanie, ale takie to już są uroki posiadania
chłopaków.
Najgorszy problem z jedzeniem. Natek zaczął wcinać Megana, a właściwie
wyjadać orzeszki Fidelowi. Martwiło mnie to, aż w końcu wet zalecił kupować
śwince EvaPoz dla świnek. Fidel wolał Megan, ale nie było innego wyjścia.
Pokarmy tej samej firmy są podobne i wet stwierdził, że teraz po prostu
każde będzie wyjadało to co lubi beż szkody dla zdrowia, a Natek i tak
nie je ziarenek Fidulca, bo nie lubi. Trudno też dostosować liczbę kropli
witaminek w pojnikach. Król ma mieć 5 dziennie, a świniak 2. W końcu poszłam
na kompromis i daję do każdego pojnika po 3 kropelki. Chłopaki naprawdę
się polubili.
Kiedy ostatnio Natek zachorował musiał siedzieć w klatce ze względu na
dietę, antybiotyk w pojniku i inne leki. Fidel cały czas, jak Natek ˇle
się czuł, przesiadywał obok jego klatki i pilnował. Bardzo mnie to ujęło.
Poza tym cały stale próbował się do Natka dostać. Piłował pręty na około
klatki i nawet wspinał się na półkę, żeby piłować także od góry. Parę
nocy nie przespałam, bo co chwilę zaczynało się od nowa. Nie sposób go
było przegonić.
Potem Natek poczuł się lepiej, ale nie chciał jeść. Czułam jednak, że
będzie dobrze, bo Fidusio już się tak nim nie interesował, a zwierzaki
mają przecież doskonały instynkt. Maluchy gonią znowu cały czas razem.
Natek wyjada Fidelkowi i vice versa. Czasem jedzą razem z jednej miski.
Mam wrażenie, że teraz bardziej Fidelek rządzi. Czasem
przegoni Natka od jedzonka i król mu ustępuje. Ale w kaszę nie daje sobie
dmuchać. Jak Fidel za bardzo rozrabia, to Natek pofuka i przywoła go do
porządku. Ale zwykle siedzą sobie razem, ale maja też swoje osobne ulubione
miejsca. Natek uwielbia spać za drzwiami, a Fidel pod łóżkiem na krajuszku
dywanu.
Najśmieszniejsze jest to, że maja trochę inne pory łobuzowania. Kiedy
kłapouchy w nocy biega, to świniak śpi w najlepsze. Śpi w nocy tak mocno,
że o całym świecie zapomina. Leży na boczku i pyszczek tak przekrzywia
jakby miał pod głową jasieczek. Natek nawet go nie budzi, chociaż w dzień
Fidel czasem chce się bawić, gdy Natek zwinięty w "kaczkę" smacznie
chrapie. Ale wtedy Natunio fuknie i ma spokój.
Podsumowując chłopaki są strasznymi rozkoszniakami.
Jak idę dać jeść, to patrzą takimi okrągłymi oczkami i udają grzeczne.
Myślał by kto ;-} A jak panika przedweterynarzowa, to tak się chowają
po kątach, żeby tylko ich nie znaleˇć. Po prostu są wspaniałe!!!
PS. Fidelcio leży teraz w klatce ze zwichniętą nóżką, a Natanielek cały
czas pilnuje chorego delikwenta.
do
działu opieka - towarzystwo dla królika
do Uszatej
Galerii - zdjęcia Natka.
data powstania tej strony: 27.10.2002
|
|
 |